18 lutego 2015

Bieszczadzka Narnia

Dzisiaj krótki wpis z kategorii fotograficzny :) Kilka albo kilkanaście zdjęć z jednego z kilku dni spędzonych w Bieszczadach, kiedy to pogoda wręcz nas rozpieściła - słońce, śniegiem i widocznością.

Tradycyjnie w Bieszczady wyjeżdżamy wieczorem, żeby dotrzeć w godzinach późno nocnych. Plan jest, żeby dotrzeć wcześniej, często udaje nam się dotrzeć później. Ale docieramy zawsze. Tym razem miejsce przeznaczenia to Schronisko pod Wysoką Połoniną. Miejsce magiczne. Dlaczego?? Bo wspaniali, ciepli i przesympatyczni właściciele - wszyscy razem i każdy z osobna. Chętni do pomocy, pogadania, doradzenia. Bo przeurocza lokalizacja. Bo cudowne jedzenie - mniammmm. I ostatnie bo - bardzo  mega czysto,schludnie i gustownie (takie moje małe "zboczenie" na temat perfekcyjności i czystości ;P).

Pierwszy dzień - przyznaję lekkie odsypianie (dotarliśmy później czyli koło 5 rano). I idziemy na Przełęcz Orłowicza, a potem się zdecydujemy co dalej. Lasem idzie się cudnie. Wszędzie biało, pełno śniegu. Chwilami przebija się słońce - wtedy jest wręcz bosko. I nagle spotykam chłopaków którzy wracają z przełęczy - na przełęczy biało, mgła jakby ktoś mleko rozlał, nic nie widać, śniegu po paszki. Jak rzekli tak też się okazało że było. Bez rakiet i na oślep raczej słaby pomysł, więc tył zwrot i na pierogi.

 
Grzeczni chyba byliśmy, bo dzień kolejny wynagrodził nam wszystko. 

Zaczynamy z Przełęczy Wyżnej. Kierujemy się na żółty szlak. 




A nim do Schroniska PTTK na Połoninie Wetlińskiej "Chatka Puchatka". Cala trasa jakby mnie ktoś przeniósł do Narnii. Biały puch wszędzie, wszędzie, wszędzie. 






Szlak przetarty, idzie się przyjemnie, słonko mocno grzeje. Faktycznie im wyżej śniegu więcej ale spokojnie bez "wyczynowego" sprzętu się dojdzie. Przy schronisku parę ruchów głowa i dech zapiera w piersiach. Widoki panoramiczne po samiutki horyzont. 




Takiej cudnej widoczności zimą w górach w tym roku nie uraczyłam, więc tym bardziej się nią napawam. Krótka przerwa dla wzmocnienia sił - zestaw herbata z termosu plus kanapka i czekolada i ruszamy dalej w kierunku Przełęczy Orłowicza. Sympatyczny GOPR-owiec mówi, że bez rakiet może być ciężko. Na szczęście u nas wszystko co trzeba do plecaka przytroczone, więc idziemy.  Im dalej idziemy tym bardziej zaczynamy brnąć i zapadać się w śniegu. Więc nie ma zlituj się - to jest czas na rakiety śnieżne. Chwila na przepięcia i już można spokojnie pędzić przez śnieżną pustynię. Przyznaję bez rakiet było by ciężko, bo zapadanie się w śnieg powyżej kolan nie uprzyjemniałoby pokonywania trasy. 





Na przełęcz wpadam pierwsza przed moimi współtowarzyszami, więc rozsiadam się, wyjmuje termos i korzystając z pięknej pogody łapię zimową opaleniznę.
Z Przełęczy do Wetliny to już w sumie jest przebieżka. Po wczorajszym pokonywaniu szlaku w górę, schodzenie to mały Pikuś ;).  A tak się prezentuje na mapie śnieżna trasa.
Dzień zbliża się ku końcowi, a nasz gospodarz oznajmia że zapowiadają opady śniegu na kolejny dzień. A więc szybka reorganizacja planów i rano siedzimy w aucie kierując się na wschód. Ale o tym w następnym poście :) A poniżej fotka głównej lekko przysypanej śniegiem drogi - czas podroży do granicy wydłużył nam się nieznacznie o godzinę.


ps. Jeżeli nie macie rakiet śnieżnych, spokojnie możecie je wypożyczyć w Wetlinie --->tutaj adresy wypożyczalni 

2 komentarze:

  1. wow, coś cudownego! naprawdę jak w Narnii, może nawet lepiej! świetne widoki, pozazdrościć! Sama byłam ostatnio pierwszy raz w gorach zimą i choć nie udało mi sie 'pochodzić' po górach to i tak uważam, że było pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia kochana! Brawo!

    OdpowiedzUsuń