30 grudnia 2015

Małe górskie spacerki po Wałbrzyskich Górach - Borowa

Góry Wałbrzyskie wysokie nie są. Nie ma tam bardzo spektakularnym podejść. Ze szczytu nie zobaczymy cudownej panoramy. Ale są to doskonałe tereny na trekingowe spacery w okolicznościach naprawdę pięknej przyrody. Ale może od początku...

Wycieczkę na Borową (853 m n.p.m.) rozpoczynamy w jednej z dzielnic Wałbrzycha - Podgórze. O ile sama dzielnica swoim wyglądem nie zachwyca, a wręcz chwilami odstrasza (co na szczęście odnoszę wrażenie powoli się zmienia, a sam Wałbrzych nabiera coraz większego uroku). W okolicach wiaduktu kolejowego szukamy oznaczeń żółtego szlaku, który prowadzi do Przełęczy pod Borową. 


Zaraz na początku szlaku mamy okazję pozwiedzać ruiny zamku Nowy Dwór. Żeby je zwiedzić trzeba pokonać krótkie, (niektórzy twierdzą że strome) podejście. 



Wysiłek, który włożyliśmy żeby pokonać to podejście rekompensują widoki na "tutejsze" szczyty - Borową, Wołowiec i Suchą. 



Dla mnie dodatkową atrakcją są ruiny zamku (takie zboczenie zawodowe - tego się nie da pokonać ;P). Więc zamiast krótkiego ok. 15 minutowego odpoczynku, spędzamy tam prawie 40 minut. 



Opuszczamy zamkowe ruiny i kierujemy się na podejście na Przełęcz Kozią  (653 m n.p.m). 
Pogoda rozpieszcza, towarzystwo A. jest wręcz wyborne, humory dopisują - nic tylko dreptać ku górze :)



Po kwadransie docieramy do Przełęczy pod Borową (660 m n.p.m) i zmieniamy szlak żółty na czerwony. 


Podejście na szczyt jest początkowo dość strome (wedle przewodnika szlak pnie się pod kątem ok. 60 stopni). Moja wizyta odbywała się w czasie gdy już śnieg odwiedził te tereny, więc doskonałym wsparciem były kije trekingowe i raczki na nogach. Po pierwszych stromiznach, teren się wypłaszcza.



Szczyt Borowej to niewielka polanka, miejsce na ognisko i zbiorowisko kamieni. Na szczycie nie ma tabliczki z nazwą szczytu. Widoków proszę nie oczekiwać. Można je było podziwiać na przełęczach. 



Drogę powrotną pokonamy czerwonym szlakiem, z którego chwilami można podziwiać cudowne widoki na Masyw Chełmca. Po około 40 minutach jesteśmy znowu w Wałbrzychu w miejscu gdzie rozpoczynaliśmy naszą wycieczkę. 




Na Borową można się wybrać tylko po to, żeby przespacerować się na ów szczyt. Ale można również w drodze powrotnej odwiedzić wałbrzyski Zamek Książ i pospacerować po Książęcym Parku Krajobrazowym. 

Na zachętę znaleziony w internecie filmik zachęcający do odwiedzin Gór Wałbrzyskich ;)






30 września 2015

Urodzinowe EuroVelo

Urodziny proszę Państwa są od tego, żeby spełniać wszelkie własne zachcianki. I jak się rano wstanie i pomyśli - wypiłabym kawę i zjadła ciasto w pałacu. To się ten plan realizuje :)

No i teraz pozostaje wybór pałacu/zamku. Najbliższy w sumie jest za zakrętem, ale to nie jest takie fajne. Fajnie jest pojechać gdzieś dalej ;) A gdzieś dalej jest Krzyżowa . A tam jest Międzynarodowe Centrum Konferencyjne Krzyżowa, a w nim i miejsce w którym można wypić kawę i zjeść kawałek torta :)

Szybka chwila i gdy stwierdzam, ze pomysł jest więcej niż wybitny, zaczynam się zastanawiać jak tam dotrzeć. Autem?? Pogoda piękna szkoda jej na auto. A więc Rowerem :) Szybki rzut okiem na mapę - 21 km w jedną stronę nie jest tą odległością, która by odstraszyła.

W szczególności, że trasa którą chcę jechać wchodzi w skład EuroVelo - czyli Europejskiej sieci szlaków rowerowych, która została zaprojektowana i jest nadzorowana przez Europejską Fundację Cyklistów.

Na chwilę obecną jest wytyczone 15 szlaków, których łączna długość wynosi 70 000 km. Przecinają one cała Europę. Przez Polskę przebiega 6 z nich: EV 2, EV4, EV9, EV10, EV11 i EV13.

źródło: tu


W ramach wytłumaczenia - szlaki EuroVelo nie są szlakami, które powstają od podstaw. Ich idea polega na wytyczeniu ich po istniejących lokalnych, głownie szutrowych drogach, tak by nie trzeba było korzystać z innych dróg. Przy projektowaniu szlaku uwzględniono zarówno walory widokowe jak i historyczne. Na każdej trasie możecie podziwiać piękne panoramy, cudowną przyrodę, a prawie każda z miejscowości, która się mija ma do zaoferowania  coś wyjątkowego: a to paląc, a to kościół, a to dobre lokalne jedzenie, a to jezioro, a to....i dużo, dużo więcej.

Moja przejażdżka przebiegała szlakiem bursztynowym - czyli EV9. Jest to chyba najbardziej znany ze szlaków EuroVelo. Biegnie on od Gdańska, przez Poznań, Wrocław, Paczków do granicy polsko - czeskiej a dalej przez Ołomuniec, Brno, Maribor, Lublane, Triest, aż do Puli. Czyli przejeżdżamy przez Polskę, Austrię, Słowenię, Włochy i docieramy do Chorwacji :)

źródło: tu


Nie powiem jak wygląda szlak powyżej Wrocławia (bo go nie znam), ale od Wrocławia do granicy polsko - czeskiej jest on bardzo dobrze oznakowany. Parę lat temu w moje ręce trafiła książeczka z mapami i opisami szlaków wydana przez Dolnośląską Fundacje Ekorozwoju i tak naprawdę to dzięki nim dowiedziałam się o tym szlaku.

źródło: tu

Na pewno fragment który pokonałam - czyli trasa Sobótka - Krzyżowa - Sobótka jest bardzo dobrze oznakowany. Są to zarówno tabliczki jak i namalowane na drzewach, płotach i słupach znaki. Taki znak to symbol roweru i oznaczenie znaku.


Może za jakiś czas wybiorę się w dłuższą trasę tym szlakiem, ale na chwilę obecną dzięki EV9 zmobilizowałam się do zwiedzania najbliższej okolicy z rowerem jako kompanem. Bo dotychczas robiłam jedną albo dwie od lat powtarzane marszruty ;)  Nie powiem mijane krajobrazy mam przy nich piękne, ale czasami warto coś zmienić ;)













15 września 2015

Skopiec, Kolorowe Jeziorka i Miedzianka - rewelacyjna trójca na leniwy weekend :)

Przygodę ze Skopcem już jakiś czas temu rozpoczęliśmy. Poszukiwania były wytrwałe - zdobyliśmy wtedy Baraniec (723 m n.p.m) i jak się okazało Skopiec. Tego, że zdobyliśmy Skopiec pewni nie byliśmy, bo oprócz mini, mikro tabliczki i wewnętrznego przekonania że to to nic innego o tym nie świadczyło. Szczególnie, że po jakimś czasie przegrzebaliśmy parę stron w internecie i wszędzie była piękna tablica z nazwą szczytu - której my nie uraczyliśmy.
Tym razem stwierdziliśmy, że nie opuścimy tego terenu do czasu, aż nie odnajdziemy szczytu, który będzie widocznie oznaczony. 

Tym razem wycieczkę rozpoczęliśmy we wsi Komarno (to z założenia miała być leniwa sobota, bez jakiegokolwiek nawet udawania, że jesteśmy turystami-sportowcami robiącymi niezłe odległościówki ). Auto możecie zostawić we wsi i kierować się dalej żółtymi tabliczkami. 

Szczyt znaleźliśmy, dokładnie z tym samym miejscu gdzie byliśmy ostatnio. Po prostu w międzyczasie szlak "dorobił" się oznakowania, a szczyt tabliczki ;) 



Nie jest to szczyt z którego możecie się spodziewać zapierających dech w piersiach widoków, ale jak już dojdziecie do drogi, która prowadzić Was będzie do Komarna Waszym oczom ukaże się taki widok ja na tym zdjęciu :)


Podniesieni na duchu tym "odkryciem" wybraliśmy się do znajdujących się dosłownie rzut beretem Kolorowych Jeziorek. Tutaj jak głosi przeczytana w przewodniku informacja - źródełek jest sztuk 4, każde w innym kolorze ze względu na występujące w ziemi związki chemiczne. Mamy żółty staw, jeziorko w kolorze czerwonym, niebieskim i zielonym. 

Niestety w wyniku panujących w te wakacje upałów dane nam było tylko nacieszyć się barwą dwóch - czerwonego (które było rudawe) oraz niebieskiego, które było pięknie turkusowe. 





Dla tych z Was z bogatszą wyobraźnią - ta urocza dziura w lesie to zielone jeziorko ;)


Niestrudzeni minęliśmy jeziorka i udaliśmy się w kierunku Wielkiej Kopy (871 m n.p.n).  Na szczycie jest tablica informacyjna i pozostałości (czyli fundament) wieży widokowej, która dawniej się tu znajdywała. 


Wracamy tym samym szlakiem na parking, gdzie jest zaparkowane nasze auto (auta osobowe 10 zł/dzień - miłe Pan przy szlabanie informuję, o wyschniętych jeziorkach, więc nie byliśmy zszokowani ich nagłym brakiem).
Pogoda dopisywała, ludzi na szlaku prawie nie było. Całkiem przyjemny szlak do pospacerowania na spokojną sobotę. 

Uduchowieni truptaniem po powrocie na parking, szybko podjęliśmy decyzję dotyczącą dalszego kierunku zwiedzania - MIEDZIANKA !!!

Miedzianka to miejscowość, która była a której nie ma. Jej historia była ściśle związana z odkrytymi tutaj w 1156 r. złożami rud żelaza. Przez setki lat miejscowość rozwijała się i jej rozwój był związany głównie z górnictwem oraz tkactwem. Niestety rabunkowy sposób prowadzenia prac górniczych po II wojnie światowej doprowadził do powstania znaczących szkód górniczych. I tak po ponad 450 latach istnienia, podjęto decyzje o całkowitej likwidacji Miedzianki. W 1967 r. żołnierze wysadzili kościół ewangelicki. Wprowadzono zakaz budowy nowych domów i remontowania starych. W latach 70-tych ostatecznie przesiedlono ludność osady, a pozostałości budynków zostały zniszczone. 

Obecnie cześć domów jest zamieszkała i pojawiają się nowe zabudowania. Jednym z nich jest Browar Miedzianka



Miejsce, które można określić jakoś coś pośrodku "niczego". Fantastyczna nowoczesna architektura, cudowny widok na okoliczne rudawskie pagórki, przepyszne warzone na miejscu piwo i bardzo smaczne jedzenie, a wszystko serwowane przez uśmiechnięta ekipę Browaru - czy trzeba coś więcej, żeby doskonale zakończyć tak przyjemny dzień ??



Czyż leniwe rudawskie soboty to nie jest coś wspaniałego ??? :D

31 sierpnia 2015

Gdańskie muzealne WOW - czyli niedziela w Europejskim Centrum Solidarności

O muzeach było nie raz i nie dwa. O Gdańsku parę słów tez już napisałam. Więc dzisiaj będzie połączenie tych dwóch tematów. A dokładnie zabiorę Was do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Na mnie miejsce zrobiło tak wielkie wrażenie, że dzisiaj chyba zdążyłam opowiedzieć o nim wszystkim, których spotkałam na swojej drodze od 7.30 rano - a wiedzcie, że jestem niezłą gadułą, a mimo to spora liczba osób została już zachęcona do odwiedzenia tego miejsca.

Zacznę od tego, że jest to nowe miejsce na mapie Gdańska (bo działa od roku czasu). Jak dla mnie obiekt robi już wrażenie na dzień dobry - potężna, surowa bryła we mnie wyzwoliła tylko ochy i achy. A w środku było tylko lepiej. Duża przestrzeń, sporo światła, pełno zieleni, metal i szkło. REWELACJA !!! (zrozumcie takie zboczenia zawodowe;P zachwyt nad samym miejscem zajął mi z dobry kwadrans). A potem było jeszcze lepiej. 





Bilet do muzeum kosztuje 17 zł. Natomiast w ten weekend Pan w kasie zaskoczył mnie mówiąc 1 zł. Nawet gdyby bilet kosztował 20 zł to i tak było by warto. Skorzystałam tez z opcji wypożyczenia audioprzewodnika ( 5 zł). Bardzo fajna opcja uzupełnienia wiadomości. Nagrania zwięzłe, czytelne, ciekawe. Dotyczą opisu maszyn, zaaranżowanych miejsc. Zwracają uwagę na ciekawe detale, które być może by uciekły w natłoku informacji. Są tez ciekawym wprowadzeniem do każdej z sal. Muzeum to sale od A do F. Każda z nich nawiązuje do konkretnego okresu, albo wydarzenia. 






W sali A została opowiedziana historia narodzin Solidarności i strajków w 1980 r. Bardzo zgrabnie zostały połączone zabytkowe obiekty stoczniowe. Ja najdłużej zatrzymałam się przy instalacji z gazetami zagranicznymi z tamtego okresu. W tej sali, jak i w wielu późniejszych znajdują się również ekrany na których wyświetlane są filmy historyczne z okresu danego dla danej sali.





Sala B - to chyba ta, która zrobiła na mnie największe wrażenie - komunizm, służby bezpieczeństwa, styczeń 70, pierwsza wizyta Papieża, puste kolejki w sklepach. 





Przy tym eksponacie byłam świadkiem rozmowy babci z wnuczkiem:
- A dlaczego ten sklep taki pusty ?? To tak na niby ??
- Babcia w takim sklepie pracowała, i naprawę ludzie stali w kolejkach, a w sklepie nie zawsze było co kupić. 
- To teraz chyba mamy lepiej. A kartami można było płacić ??? (wnuczek lat około 7-8)



Sala przesłuchań nie wyglądała zachęcająco.




Ten pokój to rekonstrukcja pokoju Jacka Kuronia.



Dość egzotycznie czytało się wytłumaczenia na skargi klientów sklepów. Tutaj akurat  rozprawka o serach.

Wrażenie robi tez sala D - w której zwiedzających witają ekrany telewizyjne informujące o wprowadzeniu stanu wojennego i migawki z tych wydarzeń. Kilka kroków dalej wchodzimy wprost do/na otwarty milicyjny samochód (można wejść do środka, wewnątrz wyświetlany jest film), wokół którego znajdują się  tarcze ZOMowców. 






Dalsze sale związane są z kolejnymi przemianami w drodze do wolności. Podobała mi się bardzo sala która nawiązywała do wydarzeń związanych z okrągłym stole. Niewątpliwie plusem każdej z sal jest zastosowanie metody - dotknij, zaglądnij, oglądnij, posłuchaj. Eksponaty nie znajdują się tylko na półkach, są żywym wyposażeniem sal, wręcz zapraszają żeby z nich korzystać. 






Osobiście spodobała mi się wystawa w sali związanej z przemianami w Europie. Pokazano tutaj jak i kiedy poszczególne kraje bloku wschodniego odzyskiwały wolność. Wielki plus za pomysł w przedstawieniu tych procesów. Uwieńczeniem jest ściana na której w biało - czerwonym kolorze układamy sami napis Solidarność. Napis jest tworzony z karteczek, na których zwiedzający mogą napisać swoje refleksje, myśli i zostawić je na ścianie dla innych zwiedzających.






Wystawę kończy sala związana z Janem Pawłem II. Zdecydowanie po spacerze wypełnionym emocjami, ta sala jest miejscem przynoszącym spokój.



Po tym spacerze ECS nie żegna Was tak od razu. W obiekcie znajduje się jeszcze biblioteka, mediateka, miejsce gdzie odbywają się warsztaty, a także coś dla ciała czyli kawiarnia i mały bufet. A na koniec sklepik z pamiątkami.

I tak oto znowu wyjeżdżam zachwycona z krainy nad morskiej - bo odkryłam coś fajnego, nie tylko morze ;)

Ok. spacer z Gdańska do Sopotu i z powrotem brzegiem morza też jest fajny ;D