25 sierpnia 2014

Cześć! Dzień dobry! Hej !

Jesteście w górach, idziecie szlakiem, mijają Was obcy ludzie co robicie??
Bo Ja mówię im "cześć" albo "dzień dobry". 

I tu już jest różnie, jedni radośnie odpowiadają, inni są nawet szybsi niż Ja. A są tacy co patrzą na mnie jak na "oszołoma-dziwaka". 

Ale od początku. Pozdrowienia na szlaku spotyka się nie tylko u nas w kraju. Dość często przywitają się z nami Czesi - "ahoj", W Alpach słyszałam "grissgott". Z przywitaniami spotkałam się tez na szlakach ukraińskich, słowackich, niemieckich, serbskich. Jest to miłe, szczególnie gdy na szlaku nie spotyka się za wielu osób.

Skąd się wzięło takie pozdrowienia?? Słyszałam kilka teorii. A że to z serdeczności, szacunku dla osoby która tak jak my zapuszcza się w góry. Znam tez opinię, że witając się z daną osobą można poznać czy wszystko jest z nią ok.  Wiadomo, osoba wycieńczona nie będzie nam radośnie odkrzykiwać "Dzień dobry". Trzecia wersja brzmi, że witając się z kimś, łatwiej jest zapamiętać kogo się spotkało na szlaku. A taka informacja może często komuś uratować życie. Często jest tez to możliwość zapytania o warunki pogodowe wyżej, trasę, podpowiedzenie czegoś czego osoba wchodząca lub schodząca nie wiem.

Zapewne każda z tych teorii ma jakieś ziarnko prawdy w sobie. Natomiast nie ukrywam, że jest to "tradycja" która znam od małego i którą z miłą chęcią kontynuuję. 

Dlatego ze smutkiem stwierdzam, że coraz częściej w niższych partiach gór zanika. A często wręcz na takie hasło nie ma odzewu, a jest wręcz zdziwienie, że ktoś obcy czegoś od nas chce. Natomiast gdzieś w tych "wyższych" górach, odzew jest zawsze, albo prawie zawsze. I niejednokrotnie powoduje poprawę i tak dobrego humoru, do stanu jeszcze lepszego :)




A Wy znacie ten zwyczaj? Witacie się z mijającymi Was na szlaku ludźmi?


do zobaczenia na szlaku :)

5 komentarzy:

  1. Gruss Gott! ;)
    W Szwajcarii mowi sie "Grüezi" i to nie tylko na szlaku, ale w kazdej mniejszej miejscowosci czy wsi. Tak samo wita sie kierowce autobusu i dziekuje im wysiadajac. Taka wiocha ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam ten zwyczaj i bardzo mi się podoba :) Nie chciałabym aby został zapomniany. Chociaż ja nie zapuszczam się zbyt często w góry, to i tak lubię się witać z mijanymi osobami. A teorie ciekawe, nigdy o nich nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz z takimi pozdrowieniami spotkalam sie w Hiszpanii, mijajac kogos sam na sam np. na jakims pustkowiu, wchodzac do windy, na wsiach, a w malych miasteczkach - to oczywistosc. W Szwecji, hey, hey, tez bylo oczywistoscia, ale ich tam ogolnie dosc malo. W Anglii zdarza sie, ale to juz nie taka oczywista oczywistosc. Ja to sobie tlumacze, tym ze czlowiek pozdrawiajacy nie ma zlych zamiarow, bo co innego byc w tlumie ludzi w miescie, a co innego sam na sam z nieznajomym na szczycie gory. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dość często się z tym u nas spotykam, nawet w niskich górach, na szlakach. Póki co, ten zwyczaj wciąż ma się dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo lubię ten zwyczaj, a mój chłopak ostatnio stwierdził, że bardzo zalotnie wszystkim odpowiadam na takie przywitanie. ;) oczywiście się z nim nie zgadzam, ale sam zwyczaj bardzo mi się podoba, chociaż niestety coraz rzadziej spotykany jest na szlakach. a szkoda. ;)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń