16 maja 2014

Wiosna, wiosna, wiosna ach to.....zima w Tatrach

Za oknem ściana deszczu, a Ja w końcu robię porządek w zdjęciach w zimowych wyjazdów. A wtedy były Tatry - pełne słońca, pełne śniegu.

Pierwszy dzień dostał hasło przewodnie - Kasprowy Wierch. Nie pamiętam takiej cudownej widoczności w Tatrach, więc czułam się wręcz rozpieszczona. Mogłam siedzieć na szczycie i podziwiać, podziwiać i podziwiać :)

Na plus był fakt, że byliśmy w czasie gdy skończyły się już ferie zimowe i nie było wielu turystów, ale i tak ten kto mógł to korzystał z wyciągu i szusował po istniejącym jeszcze śniegu. 










Przez dłuższą chwile naszym ulubionym zajęciem było obserwowanie Giewontu i "obczajanie" jak wygląda przy obecnych warunkach pogodowych szlak. W tym momencie mój termos  miał chwilowy syndrom pomocy i koniecznie chciał w dół w dolinę, żeby samemu to sprawdzić. Na szczęście udało się go powstrzymać ;)

A przy okazji gór, Tatr, pięknej pogody i zastanawiania się czy wyjść na dany szlak w danym dniu i co ze sobą zabrać, oglądnijcie proszę ten film. Bo czasami naprawdę mam wrażenie, że Ja jestem odbierana jak wariat, który za poważnie podchodzi do tematu bezpieczeństwa w górach. 

                                                   Letnia turystyka górska - movie

miłego dnia :)



15 maja 2014

Skopiec czyli opary absurdu

Jadąc w góry Kaczawskie, żeby pospacerować w tamtym rejonie i zdobyć szczyt Skalnik, decydujemy się odwiedzić sąsiadujące góry Kaczawskie i szczyt Skopiec (724 m n.p.m).

Muszę powiedzieć, że jest to chyba najmniej atrakcyjny ze wszystkich szczytów Korony Sudetów ;) Ze szczytów nie było zapierających dech w piersi widoków (co prawda były, ale jak wchodziliśmy na sąsiadujący szczyt), nie było oszałamiającej przyrody (no cóż taka pora roku), nie było oznaczenia (chyba, że mówimy o tabliczce o wymiarach 4 cm x 2 cm). Ale to był chyba najbardziej absurdalny i radosny wyjazd.

Podjeżdżamy do Komarna. Skręcamy przy dwóch kościołach i kierujemy się do końca wsi. Odnajdujemy znaczek z żółtym szlakiem. Droga łatwa, szybka, cudne widoki, po drodze 3 sarny. Zachwyceni, że tak szybko.



Zdziwienie, że brak jakiejkolwiek informacji, no ale na początku drogi szlak był oznaczony, więc pewnie jest ok. Schodzimy.

Ostatni rzut na mapę - tak zdobyliśmy, ale Baraniec. Skręciliśmy sobie troszkę w prawo - ale dzięki temu mieliśmy te widoki :)

 A więc znowu na żółty szlak i wschodzimy po raz kolejny, tu widoków już nie ma, sarny też sobie gdzieś poszły. Dochodzimy do skrzyżowania z niebieskim szlakiem czyli  miejsca w którego znowu mamy 3 kroki do Barańca - ale przecież już go zdobyliśmy. Nerwowe rozglądanie się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś oznaczenia - nagle jest !!!!

Ma radość nie zna granic, jest tabliczka Skopiec !!! Jej wielkość i czytelność aż poraża, jak mogliśmy jej nie zauważyć.



Idziemy, biegniemy, zdobywamy. Szczyt jak szczyt - jest.


Na szczęście ogólna radość nas nie opuszcza, schodzimy jeszcze raz do auta i kierujmy się na dłuższy spacerek na Skalnik.