4 kwietnia 2014

Wielka Sowa, lodowisko i boskie pierogi :)

Trzydniówka w górach miała założenie, że każdy dzień to inny szczyt. I tak też robiłyśmy. Prosto z Jestedu wróciłyśmy do mnie do domu aby w niedzielę przy pięknej, słonecznej pogodzie wejść na Wielką Sowę. 

Nie wiem skąd nam wyszła droga dedukcji hipoteza, że skoro od tygodnia słońce w pełni, śniegu na stokach nie ma to Wielkiej Sowie (1015 m n.p.m) też go nie będzie.  Idąc tym tropem stwierdziłyśmy że  lodu tez nie będzie. Dobrze, że tyle rozsądku miałyśmy, że wrzuciłyśmy do plecaków raki i kolce. I one uratowały nam spokój na podejściu i zejściu ;)

Jedziemy na Przełęcz Sokolą (755 m n.p.m) i zostawiamy auto na parkingu i kierujemy się na czerwony szlak. 


Po drodze mijamy Schronisko Orzeł. Pogoda z lekka odmienna niż w dwa poprzednie dni. Słońce się zgubiło, odnalazł się wiatr. Ale jest przyjemnie. Droga lekko błotniska. W tle narciarze szukający ostatnie resztki śniegu. Mijamy Schronisko Sowa i tu zaczynają się "schodki". Bo przecież w naszej wyidealizowanej wizji - miało nie być śniegu, i miało nie być oblodzone. Jest oblodzone. Bardzo oblodzone. Jest lodowisko na szlaku. Nogi rozjeżdżają się we wszystkie strony. Ufff - dzięki za schowane w czeluściach plecaka kolce :) 


A my dalej na Wielką Sowę, dalej czerwonym szlakiem, który połączył się już z zielony. 


Im bliżej szczytu, tym mocniej wieje i coraz ciemniejsze chmury.  Za to na szczycie czeka nas niespodzianka. Pomimo urywającego głowę wiatru, widoczność po horyzont. Moje towarzyszki na szczycie po raz pierwszy, więc decydujemy się wejść na znajdującą się tu wieżę widokową. 


A tam widoki zapierające dech w piersiach, podobnie jak wiejący wiatr.




 

                 



Znajdująca się tu wieża została wybudowana w latach 1905-1906. Jest to jedna z kilku jeszcze zachowanych, wybudowanych w Sudetach wież ku czci Bismarca. Pozostałe znajdują się na: Górze Św. Anny, Górze Wszystkich Świętych, Kalenicy, Wodzickiej Górze.

Teren szczytu został parę lat temu uporządkowany i zagospodarowany. Znajdują się wiaty w których można usiąść i odpocząć, albo się posilić. My również robimy sobie tam chwilowa przerwę i udajemy się w drogę powrotną. Na koniec zaglądamy jeszcze do Schroniska Orzeł na pyszne pierogi i rozanielone ich smakiem wracamy do domu.


Kolejna perełka do korony zdobyta :)

ps. Tu możecie zobaczyć na mapie jak wyglądał pokonany przez nasz szlak :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz