2 kwietnia 2014

Ještěd i ahoj przygodo

Najwyższy szczyt Grzbietu Jesztiedzkiego, leżący na południowy zachód od Liberca w północnych Czechach ??

Dokładnie tak, to jest  Ještěd . Plan był taki, że jedziemy na 3 dni i każdego dnia zdobywamy jeden szczyt z Korony Sudetów. Jak powiedziałyśmy tak się planu trzymałyśmy - no dobra jedne trzymały się bardziej, Ja protestowałam, że jeszcze 5 minut pośpię. Ale groźba, że będę biec za samochodem przemówiła mi do rozsądku i udałyśmy się w kierunku Czech. 

Trasa Jakuszyce - Liberec minęła naprawdę szybko. Na miejscu nie ma żadnych problemów z zaparkowaniem. Jako, że jest to ośrodek narciarski - nasi sąsiedzi naprawdę zadbali o wszelką infrastrukturę. 

Radosne wysiadamy z auta i szukamy gdzie się zaczyna szlak - dla takich jak my, czyli dreptajacych na nogach. Czesi to bardzo przemiły naród, pomocny, wszyscy tłumaczą i tłumaczą. Ale w końcu Polak potrafi ;) Więc puk, puk, puk do Horskiej Sluzby i chłopaki bardzo pomocne, wytłumaczyły mi jak dojść na szczyt. Oczywiście po minie widziałam - na nogach?? nie na narty przyjechała?? Nie będzie wjeżdżać autem do hotelu?? No że niby Ja blond Polka rady nie dam?? ;)

Docieramy do miejsca  gdzie działa wyciąg i obok znajduje się baza Horskiej służby. Mijamy stok z wyciągiem i sunącą nad nami kolejką, a potem idziemy kawałek droga asfaltową. 



Gdy tylko pojawią się znaki niebieskiego szlaku odbijamy w las. A tu jak w zimowej Narni. Pełno śniegu, mało ludzi. Istny raj. 


W mniej więcej połowy drogi, szlak przecina jezdnię - U Virivyvh kamenu 862 m n.p.m.(po. Wirujące Kamienie). I tu ciekawostka - na przełomie XIX i XX wieku to właśnie te formacje skalne dały początek libereckiej alpinistyce. Przechodzimy przez jezdnię i znowu widzimy niebieskie i czerwone szlaki na drzewach.  Szlak ponownie połączy się z szosą już pod samym szczytem, na wysokości 900 m n.p.m

           





Na szczycie znajduje się hotel, który swoim kształtem na pewno zadziwia. A w czasie gdy był budowany - zachwycał. Zaprojektował go inż. arch. Karl Huback (otrzymał on za ten projekt nagrodę Perreto'a od Mezinarodni unie architekru).



 



Na szczycie oprócz hotelu, kolejki liniowej znajduje się też postawiony w 1838 roku obelisk upamiętniający wizytę Adely Rahove, nazywany dzisiaj Kamieniem Rohańskim. A koło kamienia siedzi sobie dziecko z marsa.

Chwila przerwy w hotelu/schronisku. I ruszamy z powrotem. Tym razem schodzimy droga asfaltową i przy pierwszej możliwości skręcamy w prawo. I tu przyda Wam się mapa tras narciarskich. Bo my właśnie nimi poruszałyśmy się w drodze do parkingu. Towarzystwo narciarzy na trasie naprawdę jest przyjemne. I muszę powiedzie, że uważali na nas spacerujących turystów :)








Dziękuje mojego babskiemu teamowi za osiągniecie szczytów górskich i szczytów absurdu :) Oraz chłopakom z Horskiej za pomoc z odnalezieniu początku tej wycieczki :)

Kolejna perełka do korony zdobyta :)








2 komentarze:

  1. Widoki, jak z zimowej bajki. Mnie już jakiś czas temu Czechy zachwyciły, tylko się cieszyć, ze mamy tak blisko do sąsiadów. A hotel rzeczywiście kosmiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mają dużo do zaoferowania :)

      Usuń