30 kwietnia 2014

Barania Góra - to stąd wypływa Wisła

Sezon majówkowy ogłaszam otwarty !!!

CO się robi, jak zawożą Cię na 3 dni w góry na szkolenie i masz tylko wolną niecałą niedzielę?? 
Tak. Idzie się w góry :)
Gdzie?
Na Baranią Górę :)

Jest to kopulasty szczyt o wysokości 1220 m n.p.m. w południowo- wschodniej części Beskidu Śląskiego, zaraz po Skrzycznem drugi najwyższy szczyt tego pasma. 

Na szczyt wchodzimy szlakiem niebieskim z Wisły Czarne doliną Czarnej Wisełki (ok. 2 godzin). Spacer zaczynamy bardzo wcześnie rano na przystanku PKS Czarne. Przez pierwsze 2 kilometry idziemy asfaltową drogą wzdłuż potoku Biała Wisełka.  Dzień dopiero wstaje, słońce zaczyna cudnie świecić. Ach to będzie wycieczka ;)





Na szczęście szlak odbija i następny odcinek to już droga gruntowa. Nią docieramy do kaskad Białej Wisełki. Niewielki wodospad, ale bardzo urokliwe miejsce.





Chwila przerwy i mijamy wodospad i zaczynamy dłuższe podejście (mapa twierdzi, że 1,30 h - wyszło nam ciut krócej). Wchodzimy na teren Rezerwatu Babia Góra - obejmuje szczytowe partie góry i wspomniany właśnie obszar źródliskowy Wisły - łącznie jest to 386 ha. 

Mijamy miejsce gdzie wzdłuż szlaku zostały nieoprzątnięte, wywrócone przez wiatr drzewostany. Pozostawiono je w celu obserwacji naturalnych procesów przyrody.





A my pniemy się coraz wyżej, a im wyżej wchodzimy tym piękniejsze widoki Beskidu Małego i Śląskiego się nam odsłaniają. 




W tym zachwycie docieramy na szczyt. Znajduje się tutaj wieża triangulacyjna (czyli wieża geodezyjna stawiana nad znakami ziemnymi stanowiącymi osnowę geodezyjna). Oczywiście wieża jest też wieżą widokową, więc od razu udajemy się na nią  zachwycać się dalszymi widokami.









Na szczycie dopiero spotykamy pierwszych turystów, a raczej turystki. Dziewczyny z całym dobytkiem na plecach robią szlak beskidzki. Chwila pogawędki i kierujemy się dalej niebieskim szlakiem (który łączy się tutaj z czerwonym i zielonym) do Schroniska Przysłop. 





Acha biegnie tutaj ścieżka dydaktyczno - przyrodnicza.

Tutaj dłuższa chwila przerwy i dalej nie ma zlituj się bo czas się już nieubłaganie kończy do czarnego szlaku i z powrotem do Wisły Czarne na przystanek PKS-u.

Tutaj możecie zobaczyć cały szlak jaki zrobiliśmy. 


23 kwietnia 2014

Luż i luz

Jedziemy na pogranicze Czesko - Niemieckie, w góry łużyckie. Najwyższy szczyt całego pasma to góra Lausche (Luż - 793 m n.p.m). Na szczyt wiedzie sympatyczna droga prowadząca przez świerkowy las. Na sam wierzchołek prowadzi nas krótki, ale przyjemny zielony szlak, który na szczycie łączy się z czeskim czerwonym.

Na szczycie zachowały się szczątki piwnic dawnego schroniska, które spłonęło w 1946 r. Teraz są świetnym punktem widokowym, z którego przy dobrej widoczności można dojrzeć Czesko-Saska Szwajcarię i Rudawy.






Przez chwilę jeszcze podziwiamy widoki, dopijamy herbatkę i schodzimy tym samym szlakiem do samochodu.  Szybkość tego wejścia zaskoczyła nawet nas samych, więc ambitnie dumamy co by tu jeszcze zdobyć (jak się okaże, nie będzie to najszybciej zdobyty przez nas szczyt, ale o tym w kolejnych postach).

Pada hasło: 
- a te skałki co po drodze mijaliśmy?? to może tam??
- no to pojedźmy tam !!!

Tam to jest Jondsorf, tam to są Skały Zakonnic.  


Szlaki wytyczone są w taki sposób, że znajdą dla siebie coś i rodziny z dziećmi i piechury i fascynaci wspinaczki i ferrat.  Zwieńczeniem uroku tego miejsca jest szlak wspinaczkowy prowadzący na wysoką na 537 m n.p.m skałę Nonnsenfelsen, która wznosi się nad gospodą "Gondelfahrt".





Co prawda przewyższenie tutejszej ferraty wynosi 60 m, to i tak nie brakuje tu atrakcji. Znajdziemy tu i eksponowane przejścia, przewieszki, wiszący most, odcinki pionowe czy możliwość wspinaczki kimonem. Uprzedzając pytanie - całość jest zabezpieczona stalowymi linami, więc spokojnie można wpiąć lonże. A ci mniej wprawni mogą skorzystać z takich ułatwień jak metalowe stopnie.






Niestety my byliśmy w terminie gdy szlak wspinaczkowy był jeszcze zamknięty, więc udało nam się tylko "zaliczyć" co poniektóre jego fragmenty. 


Ponieważ pogoda dopisuje, robimy dłuższą pętelkę po lesie i wracamy szczęśliwi na parking.

Zadowoleni wsiadamy do auta i zajeżdżamy jeszcze do Żytawy. Ja koniecznie chcę zobaczyć słynne Żytawskie Płótna Postne. Dlatego tez udajemy się do Muzeum Miejskiego, które mieści się w dawnym kościele Franciszkanów. Wielkie żytawskie płótno postne ma powierzchnię 56 m2 i przedstawia historię biblijną od momentu stworzenia świata do Sąd Ostateczny. Historia "opowiedziana" jest w 90 obrazach, dlatego tez nazywa się ją Biblią Żytawską. Płótno pochodzi z 1472 r. Ja jestem świadoma, że z racji swojego wykształcenia i hobby mam lekkiego bzika, na punkcie takich rzeczy. Ale uwierzcie mi - robi wrażenie. 


źródło: tu

W Zittau jest też kilka innych godnych uwagi zabytków. Chociażby zbudowany przez Karla Friedicha Schinkla w stylu włoskiego renesansu na podobieństwo "Palazzo grande" ratusz miejski.

Po dłuższym spacerze - bądźmy szczerzy, dwóch wariatów architektów, fascynatów zabytków, nie może odbyć krótkiego spaceru ;) - udajemy się w kierunku Wrocławia. 

16 kwietnia 2014

zimowych wspomnień ciąg dalszy - Szrenickim szlakiem

Za oknem wieje i leje. I zaczyna się robić zielono i kolorowo. A Ja porządkuję zimowe fotograficzne wspomnienia...

Ty razem kilka zdjęć z trasy Szklarska Poręba - Szrenica - Vosecka Bouda - Łabski Szczyt - Schronisko pod Łabskim Szczytem - Szklarska Poręba. 

Wiało miejscami przeokrutnie, widoczność była fantastyczna, a w połowie drogi trzeba było dość szybko przyśpieszyć tempa bo się nagle załamała pogoda. Natomiast fantastyczna ekipa nadrabiała wszelkie minimalne niedociągnięcia jakie nas zaskakiwały ;)

Całą trasę możecie prześledzić tutaj




      
















4 kwietnia 2014

Wielka Sowa, lodowisko i boskie pierogi :)

Trzydniówka w górach miała założenie, że każdy dzień to inny szczyt. I tak też robiłyśmy. Prosto z Jestedu wróciłyśmy do mnie do domu aby w niedzielę przy pięknej, słonecznej pogodzie wejść na Wielką Sowę. 

Nie wiem skąd nam wyszła droga dedukcji hipoteza, że skoro od tygodnia słońce w pełni, śniegu na stokach nie ma to Wielkiej Sowie (1015 m n.p.m) też go nie będzie.  Idąc tym tropem stwierdziłyśmy że  lodu tez nie będzie. Dobrze, że tyle rozsądku miałyśmy, że wrzuciłyśmy do plecaków raki i kolce. I one uratowały nam spokój na podejściu i zejściu ;)

Jedziemy na Przełęcz Sokolą (755 m n.p.m) i zostawiamy auto na parkingu i kierujemy się na czerwony szlak. 


Po drodze mijamy Schronisko Orzeł. Pogoda z lekka odmienna niż w dwa poprzednie dni. Słońce się zgubiło, odnalazł się wiatr. Ale jest przyjemnie. Droga lekko błotniska. W tle narciarze szukający ostatnie resztki śniegu. Mijamy Schronisko Sowa i tu zaczynają się "schodki". Bo przecież w naszej wyidealizowanej wizji - miało nie być śniegu, i miało nie być oblodzone. Jest oblodzone. Bardzo oblodzone. Jest lodowisko na szlaku. Nogi rozjeżdżają się we wszystkie strony. Ufff - dzięki za schowane w czeluściach plecaka kolce :) 


A my dalej na Wielką Sowę, dalej czerwonym szlakiem, który połączył się już z zielony. 


Im bliżej szczytu, tym mocniej wieje i coraz ciemniejsze chmury.  Za to na szczycie czeka nas niespodzianka. Pomimo urywającego głowę wiatru, widoczność po horyzont. Moje towarzyszki na szczycie po raz pierwszy, więc decydujemy się wejść na znajdującą się tu wieżę widokową. 


A tam widoki zapierające dech w piersiach, podobnie jak wiejący wiatr.




 

                 



Znajdująca się tu wieża została wybudowana w latach 1905-1906. Jest to jedna z kilku jeszcze zachowanych, wybudowanych w Sudetach wież ku czci Bismarca. Pozostałe znajdują się na: Górze Św. Anny, Górze Wszystkich Świętych, Kalenicy, Wodzickiej Górze.

Teren szczytu został parę lat temu uporządkowany i zagospodarowany. Znajdują się wiaty w których można usiąść i odpocząć, albo się posilić. My również robimy sobie tam chwilowa przerwę i udajemy się w drogę powrotną. Na koniec zaglądamy jeszcze do Schroniska Orzeł na pyszne pierogi i rozanielone ich smakiem wracamy do domu.


Kolejna perełka do korony zdobyta :)

ps. Tu możecie zobaczyć na mapie jak wyglądał pokonany przez nasz szlak :)