11 grudnia 2013

Pradziad i ostatnie ciepłe górskie wspomnienia

Zawsze gdy bliża się weekend pada pytanie - gdzie tym razem? I tym razem odpowiedź była prosta - tam gdzie Iwo była ostatnio, czyli na Pradziada :)

Jedziemy do Karlovej Studanki. Oficjalnie w przewodniku napisali, że jest to miejscowość uzdrowiskowa w Jesenikach. 

Jest to dawna osada górnicza, w której wydobywano rudy żelaza.  Jak dla mnie jest to przecudna miejscowość uzdrowiskowa, położona na magicznej wysokości 800 m n.p.m, która sprawia wrażenie jakby ząb czasu jej nawet nie naruszył. 
Z ciekawostek warto dodać, że jest to druga najmniejsza miejscowość Republiki Czeskiej. A ponieważ przyjechaliśmy dość wcześnie rano, zanim na szlak idziemy na spacer po miejscowości - jak się potem okaże było to mądre posunięcie ;)


W trakcie spaceru trafiamy do urokliwego budynku pijalni wody mineralnej. Oczywiście - degustujemy. No dobrze - Ja degustuję, bo moi współtowarzysze jacyś oporni tacy ;) Pierwsze wzmianki o źródłach leczniczych pochodzą z początku XVII w. Sanatorium założył najmłodszy syn Marii Teresy Maksymilian II Franciszek w 1780 r. Obecną nazwę sanatorium otrzymało w 1803 roku od najbardziej znanego hetmana Karola, który jako pierwszy europejski dowódca pokonał Napoleona pod Aspen w 1908 r. 


Prowadzone tu pomiary klimatyczne dowodzą, że jest tu najczystsze powietrze w Europie środkowej - w tym przypadku muszę się zgodzić bez zająknięcia. Aż chce się oddychać. A wszystko dlatego, że uzdrowisko leży w dolinie górskiej rzeczki Białą Opava, na wschodnim zboczu naszego Pradziada.


Po "krótkim" spacerze i zrobieniu ponad setki zdjęć idziemy na szlak. Pogoda zaczyna nas rozpieszczać. Więc tym bardziej idziemy rześkim krokiem. Kierujemy się szlakiem oznaczonym dwoma kolorami żółtym i niebieskim. Szlaki wiodą krótką chwilę drogą asfaltową, ale chwilę później wchodzimy w dolinę potoku Bila Opava, a po 1,5 godzinie znajdujemy się już w rezerwacie przyrody Bila Opava.





Rezerwat to wąwóz, jaki wydrążyła sobie rzeka. Kaskady, wodospady, progi ?? Ależ proszę bardzo. Tu jest wszystko. Dodatkową atrakcją  trasy prowadzącej przez wąwóz są drabinki, drewniane schody, przez które należy się wspinać, żeby pokonać ten odcinek. Na szlaku znajdują się tablice dydaktyczne informujące, że w ostatnich latach dolina została nawiedzona przed dwa kataklizmy. Najpierw w 1997 r. przeszła tędy powód, a potem w 2004 r. ogromny huragan, który zniszczył stary drzewostan. Jednakże ponieważ jest to teren rezerwatu, człowiek nie może ingerować w naturę. Dlatego też szkody powstałe po tych kataklizmach nie zostały uprzątnięte. Nie ukrywam, że pomimo strat jakie odniósł ten rezerwat, jest to też element który tworzy dodatkowy klimat tego miejsca.



Chcąc pokonać dolinę możemy wybierać pomiędzy dwoma szlakami - żółtym i niebieskim. My metodą - na chybił trafił, wybraliśmy szlak żółty i to był najlepszy z możliwych wyborów. Mostki, kładki, przeszkody.


Kierujemy się w kierunku schroniska Barbórka i źródła Białej Opavy. Sprawdzamy, że pokonana przez nas trasa to 5 km, a przewyższenie wyniosło 500 m. Zaraz za schroniskiem wschodzimy na drogę asfaltową. Na rozwidleniu w prawo, a następnie czerwonym i niebieskim szlakiem docieramy Pradziada (1491 m n.p.m.). Akurat droga asfaltowa była dla mnie najmniejszą atrakcją. Dopiero zbliżając sie do szczytu i mogąc podziwiać panoramy okolicznych terenów byłam szczęśliwa. A gdy dostrzegam w tle masyw Śnieżnika, moja radość nie zna granic.



Pradziad jest najwyższym szczytem Jeseników. Jest też najwyższym szczytem Moraw i Śląska Czeskiego, a także najwyższym szczytem Sudetów Wschodnich. Na górze znajduje się wieża nadajnikowa o wysokości 162 m. Jest to również napewno wspaniały punkt widokowy. Piszę "napewno" gdyż nie było nam dane z niego skorzystać. Natomiast dla chętnym mogę podpowiedzieć, że znajdują się na nim dwa miejsca widokowe  - na wysokości 19 i 70 metrów - do których można dostać się windą.

Widokami upajałam się tak długo, że ostatnie kilometry pokonywaliśmy w totalnych ciemnościach - podziękowania dla M. który akurat posiadał czołówki ;).
Ze względu na dość późną porę zdecydowaliśmy się nie wracać tą trasą, którą przyszliśmy, ale kierujemy się do Ovcarni, a potem prosto na zielony szlak, którego dużą część pokonujemy już z czołówkami.

Docieramy do Karlovej, odpalamy auto i wracamy w kierunku Wrocławia.



1 komentarz:

  1. Czechy są takie spokojne. Bardzo lubię tam jeździć, zawsze odkryje się coś wspaniałego.

    OdpowiedzUsuń