28 sierpnia 2013

Marken - holenderska perełka na wyspie

Z Holandii wróciłam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz udało mi się posegregować zdjęcia, a co za tym idzie napisać parę słów. Dzisiaj o Marken (tu). DO 1957 roku była to wyspa na której znajdowała się jedna wieś. W owym roku wyspa została połączona ze stałym lądem. Ale właśnie dzięki tak długiej izolacji zachowała się tutaj odrębna kultura i dialekt języka holenderskiego. Znajomi Holendrzy opowiadali mi podczas spaceru, że przez bardzo długi czas mieszkali tu tylko "rdzenni" mieszkańcy tej wyspy, a i teraz bardzo ciężko jest osiedlić się osobie z poza wyspy.



Nie zmienia to faktu, że dzisiaj ta odmienność, różnice kulturowe i odmienny dialekt wykorzystywane są jako wabik na turystów. A wyspa i wieś Marken mają czym przyciągać. Sama miejscowość sprawia wrażenie wręcz cukierkowatej, przeurokliwej przestrzeni architektonicznej. Wszędzie małe, drewniane domki, z ogródkami, trawniczkami. Wszystko wygląda przepięknie. Ale faktycznie na dłuższą metę mieszkanie z sąsiadem, którego okna są na wyciągnięcie ręki może być męczące. 



Spytacie zapewne - to dlaczego tak blisko te domy stawiali? Ot i prosta odpowiedź. Na morzu wieje i to mocno. Więc domy musiały być blisko siebie, żeby ochronić od wiatru i zatrzymać ciepło. 


                                    

                                     

Początki tej wyspy to właśnie budowanie z drewna, które zostało po rozbitych statkach. Dowiedziałam sie również, że sztormy nie jednokrotnie niszczyły wioskę. Są też taki sposób zabudowy - jako opcja zabezpieczenia. Zwróćcie uwagę na dachy budynków w jaki sposób są zabezpieczone przed wiatrem.



Osobiście byłam też zachwycona wszędobylską zielenią. I nie była to przypadkowo pojawiająca się zieleń, ale roślinność, która znalazła się tam po dokładnym przemyśleniu. A sprawiała wrażenie jakby była tam od zawsze.









No i niestety nie udało mi się uciec od skosztowania holenderskich krokietów. Wybaczcie, ale za każdym podejściem stwierdzam, że to nie jest to. 


Chociaż moja złota zasada podróżowania brzmi - w trakcie podróży jesz to co "Tubylcy". W końcu po to się podróżuje, żeby poznawać kulturę danego kraju - również tą kulinarną ;) tu znalazłam przepis (wyglądają o wiele smakowiciej niż te które kosztowałam w Holandii). 

 I tak po krótkim spacerku wsiedliśmy na prom i powróciliśmy do Volendam. Podróż trwa około 30 minut i jest naprawdę miłym relaksem :)




ps. Wszystkie zdjęcia wykonała moja skromna osoba przy użyciu tzw. telefonu. Niestety mój aparat się popsuł dzień wcześniej, więc nie mogłam zbytnio poszaleć. A nie chciałam wrzucać zdjęć z zeszłego roku.

4 komentarze:

  1. Piekna wyprawa (i wyspa!) oraz bardzo interesujacy wpis. Mam slabosc do takich nadmorskich miasteczek, chociaz sama tez wolalabym mieszkac w wiekszej odleglosci od sasiada. My rowniez wyznajemy poglad, ze poznawanie lokalnych potraw jest bardzo wazna czescia podrozy, dlatego zawsze ze zdziwieniem obserwuje turystow, ktorzy jada przez pol swiata, zeby stolowac sie w McDonald's ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem już drugi raz w tym miejscu i za każdym razem mnie zachwyca. Taki dosłownie skansenik perełka. Z jednej strony te wąskie uliczki są przeurokliwe, ale po chwili spaceru naszła mnie właśnie refleksja, że to wcale nie jest takie fajne na dłuższą metę, mając nos sąsiada w oknie. I faktycznie po rozmowach z "naszymi" holendrami dowiedziałam się, że to jednak jest dla tych ludzi tez problem, i że starają sobie jakoś z tym radzić. A co do kuchni - to podzielam Wasze zdziwienie na temat fast foodowych podróżników. Przecież największą radością jest oprócz zobaczyć i dotknąć to poczuć i zasmakować :D Cieszę się że wpis Ci się podobał :) Ja również pozdrawiam Was ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też tam byłam! :)
    piękne miasteczko, bardzo urokliwe,
    choć zamieszkać tam bym nie chciała ;p
    ja skusiłam się tam tylko na lody, były pyszne :)
    pozdrawiam,
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia :) miejsce przeurokliwe, ale niekoniecznie chciałabym tam zamieszkać :) Za to za każdym razem płynąc do Marken, w Volendam odwiedzamy stoisko ze świeżymi owocami morze - i to jest najpyszniejszy fast food, jaki jadłam :)

      Usuń