17 lipca 2013

Tam gdzie najbliżej, to zawsze najrzadziej - czyli spacerek na Ślężę

Przy okazji ostatniej wizyty w Norwegii spodobała mi się jedna rzecz. Bergen, które odwiedziliśmy leży w otoczeniu kilku gór, które tamtejsi mieszkańcy odwiedzają wręcz tłumnie. I to nie turyści z daleka, tylko miejscowi. Spacerują, biegają, jeżdżą na rowerach, chodzą z kijkami. Wszyscy ubrani na sportowo, solo, w parach, całymi rodzinami. I naszła mnie pewna refleksja związana z moją sąsiadką - Ślężą. Tu w każdy weekend są tłumy, ale głównie wrocławskich turystów (z całą sympatią ;)  ) a tych lokalnych mieszkańców jakoś nie dostrzegam tak dużo. W trakcie rozmów często słyszałam, ze to blisko, nie po drodze, lepiej gdzieś dalej. A to jest naprawdę takie fajne miejsce to wprowadzenia sportowego sposobu życia. I tak pozazdrościłam tym norwegom. I się sama tam wybrałam, w ramach sobotniego spacerku. I polecam :)




Spacer rozpoczęliśmy na dolnym  parkingu przy dolnym schronisku, kierując się na czerwony szlak, który potem łączy się z żółtym i prowadzi już prosto na szczyt. Po drodze minęliśmy niedźwiadka i pannę z rybą. Mały tłum turystów (a uwierzcie mi są dni, kiedy Ślęża przeżywa zatrzęsienie) i tak dotarliśmy na wysokość 718 m.n.p.m.




No cóż, nie ukrywam, że ceny w schronisku na szczycie wręcz powalają chwilami. Ale z czystym sercem mogę polecić dolne schronisko - "Pod Wieżyca" gdzie ostatnio bardzo dużo zmieniło się na plus :)


2 komentarze:

  1. Na Ślęzy choć mieszkam rzut beretem nie byłam od dziecka. Wciąż wybieram dalsze strony. Czas to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  2. koniecznie ;) ale to prawda jest, jeździmy w "dalekie" strony, to co blisko jakoś tam się marginalizuje :)
    czekam na relację i wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń