20 lutego 2013

Włoska jednodniówka czyli ekspres w Mediolanie

Ostatnio nie rozpieszczam się nazbyt wieloma dalekimi podróżami (ostatnio czyli od wyjazdu do Pragi rzecz jasna). Ale nadrabiam zaległości w porządkowaniu wspomnień z odbytych wypraw. Dotarłam do maja  2012 a więc czas na włoską krucjatę :)
Krucjata zapytacie? No tak ;) Co roku w ramach mojego hobby (rekonstrukcja historyczna) wyjeżdżamy na imprezę historyczną w miejscowości Morimondo zwaną trecentesca czyli przenosimy się do 1356 roku.



O samym Morimondo napiszę w kolejnych postach, a dzisiaj zgodnie z pierwotnym założeniem krótka wyprawa do Mediolanu. Ale po kolei. Żeby się dostać do Mediolanu, należy najpierw dotrzeć do Abbiategrasso skąd kursują pociągi. do Mediolanu. Żeby tak dotrzeć trzeba sprawdzić jak kursują busiki. Cóż to dla nas. Po wykorzystaniu wszelkich znanych nam języków obcych tj. angielski, rosyjski, niemiecki, hiszpański ustaliłyśmy (podróżowałyśmy w babskim czteroosobowym teamie) w rozmowie z używającymi jedynie włoskiego mieszkańcami, że nasz busik wyjeżdża w sobotę rano o 8.00. W sobotę ani o 8, ani po 8 busika nie było, 5 km pokonałyśmy w doskonałych humorach piechotą. Kwadrans szukania kogoś mówiącego w jakimkolwiek znanym nam języku i kolejne 10 minut i dotarłyśmy na stację kolejową. Pociąg za 30 minut. Czekamy. Bilety można bezproblemowo zakupić w automatach, wedle wszelkiej potrzeby. Koszt takiej przyjemności naprawdę niewielki, komfort jazdy nie do uzyskania w polskim pkp. Szybko i czysto. 
Na zwiedzanie mamy jeden dzień, a nawet nie cały dzień, bo jest godzina 10, a my w okolicach 18 mamy wracać do Morimondo (jak się potem okaże wrócimy na 23, no ale cóż). Plan był prosty - ponieważ nie ma możliwości zobaczyć wszystkiego, zaznaczyłyśmy na mapie miejsca które chcemy zwiedzić/zobaczyć i zwiedzamy miasto na piechotę. Plan planem, rzeczywistość rzeczywistością, w końcowym efekcie wyglądało to tak jak na tej mapie (dodatkowo przy każdej dłuższej prostej dorysujcie sobie co druga ulicę odbicie z trasy aby wrócić dwie ulice dalej na główny trakt).


Pierwsza na trasie ma być Bazylika Św. Ambożego. Jak się potem okazało posiadanie mapy centrum miasta i 3 spotkanych młodych mieszkańców tego miasta, którzy nie mają zielonego pojęcia, gdzie ów kościół się znajduje sprawiło, że zanim Św. Ambroży to zwiedziłyśmy kilka innych miejsc ;)


kanały Naviglio Grande i Naviglio Pavese, łączące Mediolan z rzeką Tincio



 targ rybny - tyle różnorodności nie widziałam jeszcze w jednym miejscu :)


Kościół San Eustorgio. Akurat odbywał się ślub, więc cichaczem udałyśmy się dalej.



         
  

 I tu stwierdzam, że trafiłam do architektonicznego raju. Przekrój przez epoki zaczynając od IV wieku. Naprawdę można się zachwycać i zachwycać i końca nie widać.



Bizantyjski sarkofag z III wieku naszej ery Galli Placidii.

         

Czas jak na razie nas nie goni, spacerujemy dalej.



 I w końcu docieramy do Bazyliki Św. Ambrożego. Niestety akurat jet pora sjesty. Więc możemy jedynie podziwiać kościół z zewnątrz. Oczywiście obiecujemy sobie, że wrócimy tu w drodze powrotnej. Ot naiwne ;)


        

Bazylika Sant'Ambrogio reprezentuje typowy przykład lombardziej romańskiej architektury sakralnej. Do bazyliki prowadzi czworokątny dziedziniec (atrium), otoczony kolumnami bogato zdobionymi scenami z Biblii oraz fantastycznymi zwierzętami, które symbolizują walkę dobra ze złem.
We wnętrzu świątyni, pod ołtarzem przechowywane są relikwie Św. Ambożego - patrona Mediolanu, oraz relikwie świętych" Protazego i Gerwazego.

         


Teren wokół bazyliki był ogrodzony wysokimi płotami, jak się potem okazało, cały obszar jest poddany rewitalizacji. Dlatego chętnie bym wróciła w to miejsce sprawdzić jakie będą tutaj zmiany.


Kolejny oficjalny punkt wycieczki to Musei di Castello Sforzesco - czyli Pałac Sforzów. Mapa jedno, my drugie i w ten sposób dzięki mojej ciekawości: "dziewczyny a zobaczmy co jest w tym kościele!" trafiamy do kościoła Św. Mauryceco - San Maurizio al Monastero Maggiore. Najprościej mówiąc, rozdziawiłam buzię pod wrażeniem wnętrza tej budowli i trwało to niezłą chwilę, zanim doszłam do siebie.





         

Gdy już udało się wyciągnąć moją skromną osobę z kościoła, faktycznie udałyśmy się do Pałacu Sforzów. Umówmy się - jest to muzeum w którym można spędzić cały dzień i jeszcze się wszystkiego nie zobaczy. Ale naszym głównym konikiem jest średniowiecze, więc skupiłyśmy się na tej epoce i głównej wystawie. Ku naszej rozpaczy, nieczynna była wystawa średniowiecznych mebli.



Obecnie zamek to ogromna budowla, powstała z czerwonej cegły. Całość budynku otaczają zachowane, dawne mury obronne z dwoma basztami i zdobioną brama wejściową. Można się tu dopatrzeć typowo renesansowych blankowanych wież oraz licznych krużganków. Przed wejściem do zamku znajduje się fontanna, a tyły budynku otacza park Parco Sempione. Niestety z braku czasu nie udało się po nim pospacerować, nad czym ubolewam. Z przydatnych informacji, wstęp do zamku na wszystkie wystawy kosztuje 3 EUR.






 Nas pochłonęła wystawa dotycząca średniowiecza. 
 
             

 Ozdoba muzeum jest "Pieta Rondanini" Michała Anioła, nad którą autor pracował przez ostatnie 9 lat swojego życia. 
Z żalem opuszczamy Pałac Sforzów, kierując się do Pinakoteki Breara.

Przechadzając się ulicami miasta natrafiamy na Santa Maria delle Grazie czyli Kościół NMP Łaskawej. To tutaj na ścianie refektarza znajduje się słynny obraz Leonardo da Vinci "Ostatnia wieczerza". Na nasze nieszczęście jest pora sjesty i kościół jest zamknięty. Oczywiście zakładamy, że wrócimy tu w drodze powrotnej - jasne ;).



Zgodnie z wcześniejszym założeniem trafiamy do budynku przy ulicy Via Brera w którym mieści się Pinakoteka Brera.  Akurat budynek jest w remoncie, więc chwilę zajmuje nam zorientowanie się, że ten obklejony foliami budynek to TEN budynek. W tym samym budynku jest muzeum i Akademia Sztuk Pięknych  No cóż, być we włoskiej uczelni sztuk pięknych i nie skonfrontować tego ze wspomnieniami w łasnych czasów studenckich?? niemożliwe. Więc za nim poszłyśmy się zachwycać bogactwem zbiorów zwiedziłyśmy kilka pracowni.

Ponieważ plecaki i aparaty zostawiamy przy wejściu w szatni więcej zdjęć nie posiadam. Umówmy się, że my tak naprawdę nie zwiedziłyśmy tego miejsca. My przez nie przebiegłyśmy przez te 3 godziny. To jest miejsce na które trzeba zarezerwować osobny dzień. Tradycyjnie dłużej zatrzymałyśmy się w części dotyczącej średniowiecza, a ciąg dalszy zwiedzania opierał się wedle schematu - chce zobaczyć najbardziej znane znajdujące się tu dzieła i "Pocałunek" Francezsco Hayeza (tak tutaj mogłabym sama spędzić ze dwie godziny).  Z chyba najbardziej znanych obrazów można tu podziwiać: 
Piero della Francesca - Madonna z dzieciątkiem w otoczeniu świętych, Evaristo Bascenis - Martwa natura z instrumentami muzycznymi, Caravaggio - Wieczerza w Emmanus, Gentile i Giovanni Bellini - Kazanie Św. Marka na placu w Aleksandrii, Rafael - zaślubiny Marii, Andrea Mantegna - Martwy Chrystus i wiele, wiele więcej.

"Pocałunek" Francezsco Hayez  fot. tu



 Kierując się do Katedry Mediolańskiej, mijamy po drodze La Scalę. Ponieważ czas nas goni nieubłagalnie, podziwiamy tylko budynek z zewnątrz, sprawdzając co aktualnie wystawiają na deskach jednego z najsłynniejszych na świecie teatrów operowych.



I wkraczamy w świat złota, drogich marek i blichtru - czyli czas na Galerię Vittorio Emanuele II. Zbudowana w 1865 r. według projektu Giuseppe Mengoniego. W centralnej części na posadzce znajduje się herb rodziny sabaudzkiej - czerwony krzyż na czerwonym tle. Dookoła niego znajdują się herby czterech największych włoskich miast: Rzym - wilczyca, Florencja - lilia, Turyn - byk oraz Mediolan - czerwony krzyż na białym polu.




          

         

I tak oto trafiamy  do ostatniego punktu wycieczki czyli Katedry (Duomo).  Ponieważ dotarłyśmy na miejsce  dosłownie za 5 minut 18. Nie było najmniejszych szans, żeby zwiedzić wnętrze. Dlatego musiałyśmy się obejść smakiem i podziwiać katedrę z zewnątrz. O wnętrzu poczytałam w drodze powrotnej do Morimondo w zakupionej książce.
  




           



Tak oto zamiast na 20 wróciłyśmy na 23. Ostatnie 5 km znowu piechotą. Spacer po Mediolanie zaliczam do  jak najbardziej udanych. Odkryłyśmy kilka miejsc, których nawet nie planowałyśmy zwiedzić, udało nam się odwiedzić wszystkie miejsca które zostały pierwotnie oznaczone jako do odwiedzenia. Zwiedzić się nie udało wszystkiego, ale będzie to doskonały powód, żeby w tym roku nadrobić te zaległości.


ps. wszystkie zdjęcia ilustrujące, wykonała moja skromna osoba ;)