27 listopada 2012

Jest jarmark, idą Święta

Szybki niedzielny spacer w celu sprawdzenia czy aby na pewno już działa i co ciekawego na stoiskach :)
Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy uważam za otwarty !!!
To już piąty rok jak i jak widać "tradycja" się przyjęła.






moje ulubione (niestety żywych nie ma, więc zadowalam się sztucznymi ;P)










19 listopada 2012

500

ależ cudnie, 
500
tyle osób tu zaglądnęło
cieszy to bardzo
zaglądajcie dalej, 
to naprawdę cieszy

miłego dnia :)

14 listopada 2012

Trzonoliniowiec

Wrocławski Trzonolinowiec wsparty tylko na linach obchodzi swoje 45 urodziny.

Jedyny taki budynek, który powstawał od najwyższego piętra i  rósł w dól (tak, tak domy buduje się od dołu w górę ;] ) 
Budowę zaczęto się od betonowego trzonu trochę jakby łodygi, która przenosi wszelkie obciążenia ściskające na podstawę budynku, czyli fundamenty.
Dopiero na tym sztywnym, ale smukłym szkielecie zawieszono się za pomocą stalowych lin kwadratowe platformy, czyli stropy. Tak więc wszystkie piętra opierają się na 12 linach, które są zamocowane do szczytu trzonu i przenoszą na niego ciężar stropów, dla usztywnienia konstrukcji są jeszcze zakotwione na poziomie parteru.

źródło: Gazeta Wyborcza


Ten rodzaj konstrukcji dał efekt niezwykle lekkiego budynku. Wcześniej wieżowce budowano na szkielecie, który był masywny. W trzonolinowcu ciężki szkielet był tylko w trzonie, który jako wewnętrzny element budynku był zupełne niewidoczny. Od zewnątrz wieżowiec otaczały tylko cienkie jak wafle strop oraz eteryczne liny. Architekci mogli dowolnie wypełnić elewacje lekkimi ścianami osłonowymi.

Fot. Tadeusz Drankowski

Jak na wrocławski budynek przystało, wymyślili go dwaj młodzi i zdolni wrocławianie - konstruktor Andrzej Skorupa i architekt Jacek Burzyński.
Zgodnie z pierwszymi wizjami wisząca konstrukcja miała powstawać szybciej, niż tradycyjne, gdyż miano wykorzystywać jak największą liczbę gotowych elementów produkowanych poza placem budowy.
Wizjonerski eksperyment w razie powodzenia miał zacząć być stosowany na szeroką skalę. Budowa wrocławskiego prototypu zakończyła się w 1967 r. i wtedy też zakończyła swe życie wizja stosowania eksperymentu wiszących domów na masowa skalę.

źródło: Wikipedia

Z ciekawych informacji poza budowlanych: trzonoliniowiec "opanowali" głównie artyści. Dlaczego? Bo początkowo nikt nie chciał w nim zamieszkać, gdyż był uznawany za dziwaczny. Dlatego uwczesne władze uznały, że to idealne miejsce dla ludzi kultury. Budynek wisi w powietrzu, oderwany, jakby nie miał fundamentów, zupełnie jak artyści - pomysłowe wytłumaczenie ;)
Mieszkali tu m.in. aktorzy Bogusław Linda, Krzysztof Globisz, scenarzysta Cezary Harasimowicz.

A dzisiaj pozostaje tylko życzyć aby ktoś dostrzegł ponownie ten budynek i tchnął w niego drugie życie.


ps. dla chcących zobaczyć Trzonoliniowca - znajduje się on we Wrocławiu przy ul. Tadeusza Kościuszki 72 (róg z ulicą Dworcową). Niedaleko Głównego Dworca PKP.

Na minusie

Jeden łyk kawy i rzut okiem co za oknem. Drugi łyk kawy i rzut okiem co za oknem. Trzeci łyk kawy i rzut okiem co za oknem....w nocy był przymrozek i trzeba skrobać auto !!!
Hmm co prawda nie był to pierwszy tego roku przymrozek, pierwsze opady śniegu też na nami, ale i tak mnie to lekko zaskoczyło ;)

Mimo wszystko i tak mi się spodobał ten poranek. Świat wyglądał jak z bajki :))




ps. przepraszam za niezbyt rewelacyjną jakość zdjęć, ale pod ręką miałam tylko telefon ;)

12 listopada 2012

'Libertad'

Podróże to wolność. To jest to co chyba uwielbiam najbardziej. Osobiście rozróżniam i uprawiam w swoim życiu kilka ich rodzajów. Podróże stricte związane z poznawaniem nowych miejsc, podróże książkowe, podróże kulinarne, podróże historyczne i podróże muzyczne.

I właśnie dzisiaj taka podróż muzyczna. Yasmin Levy  piosenkarka, artystka pochodząca z Izraela i śpiewająca głównie w języku Ladino (hiszpańska odmiana języka hebrajskiego). Tak jak i język tak i muzyka Ladino sięga swoimi korzeniami do tradycji hiszpańskich, żydowskich, arabskich i tureckich.
I taką właśnie magiczną podróż odbywa się za każdym razem słuchając utworów Yasmin. Tworzy ona muzykę, która jednocześnie wywołuje u mnie ciarki na plecach, uśmiech, rozmarzenie,a czasami poczucie smutku i samotności, by za chwilę przenieść w stan upojenia radością ...





7 listopada 2012

Wizja soboty, wspomnienie niedzieli



Zaczynam już intensywnie marzyć o moim zestawie weekendowym. Kawa, ciasto (tu akurat jeden z ostatnich kawałków upieczonej w sobotę przez moją skromną osobę szarlotki) i którykolwiek odcinek "Men in trees". Tak wyglądał mój niedzielni zestaw chorowitki. I szczerze powiedziawszy już z utęsknieniem wyczekuję soboty, żeby ten zestaw do mnie powrócił. Kawa, ciasto, film i po raz dziesiąty zmienianie na niezastąpionej kartce A-4 koncepcji umeblowania mojego mieszkanka. 

6 listopada 2012

Rekonstrukcja in progress .. czyli Bitwa pod Grunwaldem, Vega i wełniane kiecki

Przypadkiem udało mi się niedawno oglądnąć dokument Patryka Vegi "Bitwa pod Grunwaldem". Najpierw poszła fama i powszechne zastanawianie się co też ów dzieło ukaże (artykuł). Później poszła fama i ...tu już różnie.
Szczerze powiedziawszy, sama nie do końca wiem jak się odnieść do tego filmu. A to chyba dlatego, że sama się rekonstrukcja zajmuje na co dzień.
Z jednej strony miło mi się słuchało opinii moich znajomych nie mających nic wspólnego z tym hobby, że film fajnie pokazał, że to nie tylko zabawa, że biorą w tym udział poważni ludzie, że widać zaangażowanie etc. Z drugiej strony były takie momenty, za które szczerze powiedziawszy było mi wstyd.
Ciekawa jestem jak inni odebrali ten film. Czy pokazał on po co Ci ludzie ciągną na tego typu imprezy, po co tarabanią ze sobą cały majdan różności (od ciuchów, ozdób, zbroi, poprzez namioty, meble, naczynia), po co wydają tyle pieniędzy na wierne odtworzenie całego dobytku średniowiecznego człowieka i po co wbijają się w 30 -parostopniowym upale w wełniane sukienki i ciężkie zbroje.

a tak na zakończenie autorka bloga w 30-parostopniowym upale na 600-leciu bitwy pod Grunwaldem w 2010 r. w roli makietanki (tu akurat w lnianej sukience).