6 listopada 2017

Ostatnie ciepłe weekendy ze wspinaczką w Sokolikach.

Idzie zima. Ostatnie ciepłe weekendy chyba już za nami. Dlatego z tym większą radością spędziłam je z liną, w dolnośląskich Sokolikach.

W sobotni poranek podjeżdżamy pod "Szwajcarkę" - przeuroczy drewniany budynek schroniska, którego historia sięga XIX w. Jego pomysłodawcą był Wilhelm von Hohezollern, który "zapragnął" posiadać domek myśliwski. I tak w 1823 r. wybudowano w całości z drewna schronisko w stylu tyrolskim.


Obok schroniska znajduje się węzeł szlaków turystycznych, które prowadza w przeurocze zakątki gór Sokolich. Połączeniem szlaków czarnego, zielonego, czerwonego i niebieskiego dojdziemy do Husyckich skałek, gdzie znajduje się punkt widokowy. Czarnym szlakiem dojdziemy do Krzyżnej Góry, na szczyt której można wejść po wykutych w skale stopniach.

Jest to wspaniałą okolica nie tylko dla wspinaczy, ale i dla spacerowiczów oraz rowerzystów.

Ale jeżeli już o wspinaczach, to zarówno schronisko jak i okoliczne skały są mekką dla wspinaczy. To tutaj przy dobrej pogodzie, można od rana do wieczora spotkać "tłumy" ludzi niosące na swoich plecach liny i setki brzęczącego sprzętu.


Sokoliki to typowe skały granitowe. Piękne, turnie o strzelistych wierzchołkach. Wysokość poszczególnych ścian wynosi od kilku do nawet 60 m (a niektórych nawet do 90 m). Jest gdzie ćwiczyć, jest gdzie się wyżyć sportowo. 

Odnajdą się tutaj i początkujący wspinacze, którzy zaczynają swoja przygodę ze wspinaczka, Ci którzy uczą z własną asekuracja czy prowadza pierwsze drogi wspinaczkowe 2-3 wyciągowe. Jest to tez wspaniałe miejsce dla osób, które wręcz "szaleją"na tych najtrudniejszych drogach (zawsze jestem pełna podziwu dla ich umiejętności). 



Ponieważ pojawiamy się przy Sukiennicach dość wcześnie - około 9 rano, na miejscu jest tylko jedna 4 osobowa grupa wspinaczy. 


Zajmujemy swoje pozycje, rozpakowujemy sprzęt i zaczynamy zabawę. 





Po kilku godzinach pod skalami wręcz piknik. Dużo ludzi, radosna atmosfera. Grupy znajomych, całe rodziny. Tak wspinaczka to zdecydowanie rodzinny sport. 

Nie wiadomo kiedy nagle robi się popołudnie i zaczynamy czuć prawie zimowe chłód powietrza. Ręce zgrabieją z zimna, wiec zaczynamy powoli pakować sprzęt. 




Idziemy jeszcze na kawę do Szwajcarki. A potem w drogę do domu.




ps. jedziecie pierwszy raz w Sokoły ? Nie wiecie gdzie iść po opuszczeniu środka transportu ? Polecam ta książeczkę. Przydatna jest bardzo :) 



1 listopada 2017

O zimie, nowych umiejętnościach, wyzwaniach i Pilsku.

Skitury zawsze mi się marzyły, ale jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Rządziły w mym życiu biegówki. Marzyły mi się i marzyły, ale jakoś nigdy nie wychodziło. A to brak towarzystwa, a to brak zapału, a to..... 

Ale ciekawość zawsze górą, więc warto spróbować. I tu dylemat. Próbować samej ?? Można.  Pytanie jak mi to wyjdzie. Można też skorzystać z czyjegoś doświadczenia. Ale czy warto ? Ja już wiem, że tak :) 

Uczyć się zawsze warto, ale mądrze. Więc wybór padł na skorzystanie z doświadczenia innych. I to był najlepszy z możliwych wyborów. 

W doskonałym towarzystwie, w najlepszej porze z dziką ilością śniegu i Ja wylądowałam na kursie skiturowym.


fot. M.Cendrowicz

Dużym plusem tego rozwiązania był fakt, że nie musiałam się zastanawiać skąd wziąć sprzęt na ten pierwszy raz. Skierowano mnie do odpowiedniego miejsca gdzie cały sprzęt dobrano specjalnie dla mnie. 

Następnego dnia na miejscu czekała cudowna osoba, która cierpliwie przez cały czas szkoliła, zwracała uwagę na popełniane błędy, starając się zaszczepić dobre nawyki i bakcyla. 



fot. Ola Dzik (bluemu)

O ile samo podejście do schroniska Markowe Szczawiny okazało się tzw. pestką. Jednak biegówki to jest to. To moment w którym trzeba było zjeżdżać pomiędzy drzewami i innymi przeszkodami, okazał się już lekko problematyczny. Braki wychodzą od razu.  

Ale rzekłaś A, to powiedz i B.  


fot. Ola Dzik (bluemu)

Pierwsze dni to nie tylko podejście do schroniska, ale próby zjazdu na okolicznych trasach. Dla mnie często nie udane. Ale z każdym dniem było już lepiej. Coraz łatwiej przychodziły wszelkie "ewolucje", nauka zakosów i zawracanie. 


fot. Ola Dzik (bluemu)

Co prawda zdarzały się i chwile zwątpienia we własne umiejętności. Ale na szczęście wszystkie obawy i bariery zostały pokonane (wiecie wyjeżdżacie z lasu a tu nagle a przestrzeń przeogromna ;P). 


                                                                fot. Ola Dzik (bluemu)

fot. Ola Dzik (bluemu)

Czy warto było ? Było. W tym sezonie już przebieram nóżkami czekając na wyjazdy z nartami. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła doszkalać to co się nauczyłam. Dlatego stwierdzam, że warto skorzystać z doświadczenia osób, które się znają. Nauczą nas podstaw i zaszczepią dobre nawyki. Pokażą jak radzić sobie w kryzysowych sytuacjach. 

Dziękuję Oli Dzik z Bluemu za wiarę w moje możliwości i utwierdzenie w przekonaniu, że skitury to jest to :)


24 listopada 2016

Tarnowskim rynkiem niedzielny spacer.

Ostatnimi czasy, tak jakoś wychodzi, że co jakiś czas odwiedzam Tarnów. Powoli odrywam co tam w zaułkach piszczy. 

Wedle encyklopedycznych wiadomości Tarnów to miasto na prawach powiatu, leżące w województwie małopolskim, nad rzekami Białą i Dunajcem. Wiekowa historia miasta sięga swymi początkami czasów piastowskich. Tyle i aż tyle. 

A teraz po mojemu ;)



Tarnów renesansowy - zwany jest "perłą polskiego renesansu". Tak przynajmniej kojarzyłam to miasta po odebraniu nauk na kierunkach architektonicznych. 



Będąc w Tarnowie nie sposób nie zauważyć renesansowych perełek, bo cały rynek jest chyba jednym z najwspanialszych renesansowych przykładów  układu architektonicznego miasta. 


Jedną z perełek jest budynek Ratusza - budynek piętrowy, murowany z cegły. Od północy budynek wieńczy 30 metrowa prostokątna wieża, od południa ryzalit z klatką schodową. A zwieńczony jest 
ceglaną, nietynkowaną attyką z dwudziestoma ośmioma blendami ( zrozumcie - architektura to moje zboczenie zawodowe i hobby ;P )



W zaułku przy Katedrze znajduje się przecudna, malutka, najstarsza i jak głoszą przewodniki najpiękniejsza kamieniczka - Dom Mikołajowski. W wzniesionej w 1524 r. kamieniczce obecnie siedzibę ma Muzeum Diecezjalne. I w tym muzeum i jego zbiorach Ja się zakochała. Nie wiem jak Wy, ale Ja bym mogła spędzać w nim godziny. Klimat tego miejsca, plus zbiory, oprawa muzyczna i wspaniała osoba Księdza, który opiekuje się tym miejscem - to wszystko daje wspaniałe wrażenia. 



Muzeum posiada w swoich zbiorach naprawdę wyjątkowy eksponat - oryginał ołtarza kościółka w Lipnicy Murowanej. Dla zainteresowanych ołtarz wpisany jest na listę UNESCO.

I jeszcze jeden przykład budownictwa renesansowego - to Dom "Florencki" z II poł. XVI w. Jego wyjątkowość polega na elewacji frontowej podwieszonej na poziomie piętra na charakterystycznych kamiennych kroksztynach. Obecnie znajduje się tutaj tarnowski oddział PTTK.




Tarnów Żydowski - ulice Żydowska i Wekslarska tworzą najstarszą część dzielnicy zamieszkałej niegdyś przez Żydów. 



Pochodzące z XVII i XVIII w. kamieniczki, które się zachowały charakterystyczny, zwarty typ zabudowy charakterystyczny dla tego budownictwa. Wąskie przesmyki pomiędzy kamienicami, malutkie podwórka, wąskie sienie. 





Na ulicy Żydowskiej znajduje się miejsce, w którym przed II Wojną Światową  stała najstarsza, siedemnastowieczna  tarnowska Synagoga. Obecnie jedynym zachowanym jej fragmentem jest Birma czyli podwyższenie, z którego odczytywana jest Tora. Syngoga została zniszczona przez Niemców w trakcie wspomnianej wojny.



Stary cmentarz w Tarnowie - istnieje od ponad 200 lat. Najstarszy z zachowanych i użytkowanych do dzisiaj cmentarzy z wyjątkowymi zabytkami sztuki sepulkralnej oraz przepięknym drzewostanem.  Najstarsze zachowane w nim nagrobki pochodzą z XVIII w. Klimatem przypomina mi troszkę Cmentarz Łyczakowski we Lwowie, chociaż jest dużo mniejszy i bardziej kameralny. Stary cmentarz zwany również Zabłockim jest nekropolią narodową - spoczywają tutaj  Ci, którzy walczyli o niepodległość kraju w bitwach, wojnach i potyczkach ostatnich stuleci i lat. Więcej o tym miejscu możecie poczytać na tej stronie - Stary Cmentarz





5 lipca 2016

Weekendowy Śnieżnik

Śnieżnik - 1425 m n.p.m jest najwyższym szczytem Kotliny Kłodzkiej. Jest też górą na której byłam już wielokrotnie. Co wcale nie ujmuje mu uroku, a wręcz przeciwnie. Sprawia, ę co jakiś czas tam wracam i wchodzę na niego dla odmiany innym szlakiem niż poprzednio. 

Przy ostatniej wizycie powróciłam do schematu - Międzygórze - Śnieżnik- Międzygórze. 


Dla odmiany Przy wchodzeniu wybraliśmy szlak czerwony z Międzygórza (gdzie zostawiliśmy zaparkowany samochód). W mojej prywatnej ocenie jest to szlak, który wręcz obfituje w miejsca z których można podziwiać przecudne okoliczne panoramy. 
 

Szlak prowadzi na Halę pod Śnieżnikiem. Tutaj możecie chwilkę odpocząć w Schronisku pod Śnieżnikiem. Schronisko zostało wybudowane na plecenie księżniczki Marianny Oriańskiej



Krążące legendy o obsłudze schroniska, niestety nie są przesadzone ;) Natomiast piękne widoki z tarasu przy budynku i dobry humor wynagradzają nam lekkie absurdy tego miejsca ;)


My robimy chwilę przerwy na śniadanie i dalej zielonym szlakiem kierujemy się już na szczyt Śnieżnika. Po ok. 15 minutach dochodzimy na szczyt. Jak tylko wyjdziecie z lasu oglądnijcie się za siebie - pierwsze widoki powodują, że nieświadomie człowiek mówi - Wow !!!




Jeżeli zdobędziecie szczyt przy ładnej widoczności, Waszym oczom ukażą się przecudne panoramy okolicznych gór i pagórków.

 Na szczycie oprócz tradycyjnej tabliczki informującej o tym, na jakiej gorze jesteśmy i jaką ma ona wysokość, znajdują się również pozostałości wieży widokowej. 



Wieża została ukończona w 1899 r. Z wyczytanym przeze mnie wiadomości dowiedziałam się, że było to przed wojną dość popularne miejsce wycieczek.  Po wojnie budowla niszczała, gdyż nie miała opiekuna, który by zadbał o tą budowlę. Do dewastacji obiektu przyczynili się i turyści i panujące na górze warunki pogodowe. Dlatego tez w 1973 r. podjęto decyzję o wyburzeniu obiektu :(

Na zdjęciu poniżej - tak wyglądała wieża widokowa na Śnieżniku. Obiekt z prawej strony to Schronisko na Hali pod Śnieżnikiem.


Obecnie na szczycie znajdują się wspomniane ruiny, "ozdobione" tablica pamiątkową informującą o tym czym te ruiny były wcześniej. Niestety nie zrobiłam sama zdjęcia tabliczki, więc posiłkuję się fotografią z internetu.


A my po krótkim przestoju, pamiątkowej serii zdjęć, schodzimy z powrotem do Schroniska pod Śnieżnikiem. Chwila przegrupowania i decydujemy się na powrót do Międzygórza niebieskim szlakiem.  


Po niecałych dwóch godzinach docieramy do auta i udajemy się w kierunku Wrocławia. 

A tak wyglądała nasza wycieczka z perspektywy mapy ;)


13 czerwca 2016

Cudze chwalicie, swego.....hmmmm czyli po latach w Zamku w Sobótce Górce


Jest takie powiedzenie. Cudze chwalicie, swego nie znacie. I powinno się napisać, że jedziemy gdzieś blisko miejsca zamieszkania i nagle odkrywacie, że tam tak pięknie i cudnie i odnowione i "Och" i "Ach"....

No to umówmy się, że Ja pojechałam w pobliskie mego domostwa tereny. Urzekła mnie jak zawsze cudowna przyroda.


Spodobało mi się, że na trasie swojej wycieczki spotkałam nową tablice informująca o nowych ścieżkach i szlakach.



A potem dotarłam do Zamku w Sobótce. I tutaj zrobiłam kilka zdjęć - wybrałam te ładne.


Zamek znajduje się przy ul. Zamkowej w Sobótce - Górce.  Zamek jest pozostałością po 
XII w. opactwie kanoników regularnych sprowadzonych na ziemie Ślężańskie przez Piotra Włosta. 





Obiekt był wielokrotnie przebudowywany. W XIX w. był rezydencją rodziny von Kulmitz. Obecnie jest to hotel. Znajduje się tutaj również restauracja.


Niestety mnie wyjątkowo ubodło to, że drodze prowadzącej do zamku towarzyszyły porośnięte chwastami pobocza. Witała mnie rozwalająca się brama i niszczejący zaraz za nią budynek (który mam wrażenie z każdą moją wizytą wręcz coraz bardziej ginie).

Zamek niby w remoncie, niby wyremontowany (faktycznie jest częściowo przełożony dach i wymienione parę okien), ale jakby dawno nie ogarnięty. 

Park wokół zamku jest zarośnięty i niezadbany.



Basen dawno zapomniał, że był użytkowany.... a pamiętam czasy, gdy teren był zdecydowanie lepiej zadbany.





Na plus w takich miejscach też wychodzą ładne zdjęcia. Miejsce chociażby ze względu na obiekt jest warte zobaczenia. Zamek można zwiedzać w każdy dzień tygodnia  - dostępne są bilety normalne i ulgowe.

Natomiast okoliczne tereny są wręcz stworzone do trekingu, spacerów, biegania, jeżdżenia na rowerze.